Twój starszy dysk SSD z roku na rok działał coraz wolniej, aż w końcu zniknął z komputera albo pokazuje 0 MB? Jeśli to budżetowy dysk SATA sprzed kilku lat - na przykład ADATA SP550 albo AMD Radeon R3 - w środku może pracować kontroler Silicon Motion SM2256K. Dane z takich dysków zwykle da się uratować, ale liczy się czas.
SM2256K to kontroler, czyli mały układ sterujący będący mózgiem dysku SSD - decyduje, gdzie zapisać Twoje pliki w kościach pamięci i jak je później odnaleźć. Produkuje go firma Silicon Motion. To układ z połowy poprzedniej dekady, zaprojektowany specjalnie pod tanie kości pamięci TLC (takie, które upychają więcej danych w jednej komórce kosztem trwałości). Żeby to w ogóle działało, dostał mocną jak na swoje czasy korekcję błędów LDPC - mechanizm, który ratuje odczyt, gdy komórki pamięci zaczynają się starzeć i gubić ładunek.
Znajdziesz go w budżetowych dyskach SATA z tamtego okresu, m.in. ADATA SP550 i AMD Radeon R3. To dyski kupowane lata temu "na spróbowanie SSD", które do dziś pracują w wielu starszych laptopach i komputerach - często z jedynym egzemplarzem rodzinnych zdjęć i dokumentów.
Problem w tym, że tamte kości pamięci TLC starzeją się szybciej niż nowsze konstrukcje. Komórki z czasem gubią ładunek, odczyt wymaga coraz większej liczby powtórek, dysk zwalnia, a w końcu jego wewnętrzne oprogramowanie przestaje wstawać. Dlatego dyski na SM2256K trafiają dziś do nas głównie z powodu zużycia, a nie pojedynczego pecha.
Typowa historia takiego dysku: najpierw komputer uruchamia się coraz dłużej, kopiowanie plików zacina się na starszych folderach, czasem system na chwilę zamiera. To znak, że kości pamięci się starzeją i kontroler musi walczyć o każdy odczyt. W końcu przychodzi dzień, w którym dysk nie wstaje: znika z BIOS-u, pokazuje 0 MB albo zgłasza się pod obcą, fabryczną nazwą układu. Dzieje się tak, bo wewnętrzna mapa danych dysku (spis treści mówiący, gdzie leży każdy plik) jest zapisana w tych samych starzejących się kościach. Gdy kontroler nie potrafi jej już poprawnie odczytać, blokuje dostęp do całej zawartości. Pliki fizycznie wciąż tam są - ale każdy kolejny miesiąc zwłoki działa na ich niekorzyść, bo komórki pamięci dalej tracą ładunek.
Degradacja planarnych kości TLC prowadzi do rosnącej liczby błędów bitowych; odczyt wymaga read-retry i pełnego wykorzystania LDPC. Awaria końcowa to zwykle nieczytelny obszar systemowy / FTL. Rodzina SM2256 jest wspierana przez PC-3000; przy mocno zużytych kościach kluczowe jest wielokrotne czytanie wolnymi trybami.
Klient przynosi starszego laptopa z dyskiem ADATA SP550, kupionym wiele lat temu. Od dawna komputer uruchamiał się po kilka minut, ale działał, więc nikt się tym nie przejmował. Po ostatnim wyłączeniu dysk przestał być widoczny w BIOS-ie. Na dysku było jedyne archiwum zdjęć z dzieciństwa dzieci klienta.
Analiza nośnika pokazuje klasyczny obraz zużycia: kontroler żyje, ale nie potrafi już poprawnie odczytać swojego obszaru systemowego ze starzejących się kości pamięci, więc dysk nie wstaje. Wieloletnie spowolnienia były zapowiedzią dokładnie tej awarii.
Wprowadzamy dysk w tryb serwisowy na PC-3000 i odczytujemy kości pamięci wolnymi trybami, wielokrotnie ponawiając odczyt najbardziej zużytych fragmentów. Następnie odbudowujemy wewnętrzną mapę danych i odtwarzamy strukturę folderów. Praca zajmuje więcej czasu niż przy świeżym dysku, ale odbywa się bez ryzyka dla oryginału.
Udaje się odzyskać zdecydowaną większość archiwum, w tym wszystkie foldery ze zdjęciami rodzinnymi. Pojedyncze pliki z najbardziej zużytych obszarów były uszkodzone, o czym klient dostał jasną informację ze spisem odzyskanej zawartości. Doradzamy przeniesienie archiwum na nowy nośnik plus kopię w chmurze - stary dysk TLC nie nadaje się już do przechowywania czegokolwiek ważnego.
Kontroler SM2256K jest dobrze poznany i mamy do niego narzędzia w laboratorium. Wyzwaniem przy tych dyskach zwykle nie jest sam kontroler, tylko stan kości pamięci - dlatego pracujemy z nimi ostrożnie i bez pośpiechu. Na stacji PC-3000 wprowadzamy dysk w tryb serwisowy (specjalny stan diagnostyczny, w którym kontroler pozwala nam pracować z pominięciem uszkodzonego oprogramowania) i odczytujemy zawartość kości pamięci. Zużyte fragmenty czytamy wielokrotnie, wolniejszymi trybami, żeby wycisnąć z komórek jak najwięcej - to dłuższa praca, ale właśnie ona decyduje o kompletności odzysku. Z odczytanych danych odbudowujemy wewnętrzną mapę i układamy pliki z powrotem w foldery. Wszystko w trybie tylko-do-odczytu, bez zapisywania czegokolwiek na oryginale. Jeśli dysk jeszcze działa, ale wyraźnie zwalnia - nie czekaj. Im dłużej starzejące się komórki leżą bez zasilania albo są męczone kolejnymi próbami, tym więcej błędów odczytu przybywa. Każde zlecenie zaczynamy od analizy nośnika (wliczonej w cenę odzysku) i dopiero po niej podajemy cenę oraz szanse. Nie odzyskamy = nie płacisz za odzysk.
Dokładną cenę podajemy po analizie. Typowy czas odzysku: 3–7 dni roboczych.