Dysk SSD zniknął, pokazuje 0 bajtów albo w BIOS-ie zamiast modelu świeci się błędna nazwa? Bardzo typowa awaria dysków na układzie Phison PS3110 — i w większości przypadków Twoje pliki nadal są na dysku, tylko komputer nie potrafi do nich dotrzeć.
PS3110 (pełna nazwa Phison PS3110-S10, zwany też "Phison S10") to kontroler dysku SSD — mały procesor, który steruje całym dyskiem: decyduje, gdzie zapisać Twoje pliki i jak je potem odnaleźć. Mózg dysku. Z zewnątrz go nie widać, ale to od niego zależy, czy dysk w ogóle ruszy.
Wydajny układ z górno-średniej półki, na rynku od 2014, popularny do mniej więcej 2016. Jak na tamte czasy szybki — czterordzeniowy, z osobną pamięcią podręczną (DDR3). Siedzi w dyskach SATA wielu marek: Kingston (m.in. UV300 oraz wydajna seria HyperX Savage), Toshiba Q300, Patriot Ignite, OCZ Trion 100 — i w innych dyskach SATA z tamtych lat.
Krótko: jeśli kupiłeś SSD mniej więcej w latach 2014–2016 i nie był to model z samego dołu cennika, jest spora szansa, że w środku pracuje właśnie ten kontroler. Działały dobrze, ale mają jedną charakterystyczną słabość — o niej niżej.
To najbardziej charakterystyczny objaw tej rodziny kontrolerów. Z dnia na dzień dysk znika z systemu, a w BIOS-ie (czyli ekranie startowym komputera) zamiast nazwy modelu pojawia się błędna, fabryczna nazwa — czasem ciąg w stylu "SATAFIRM" znany z pokrewnych układów Phison. Pojemność pokazuje się jako zero. Wygląda to jak całkowita śmierć dysku — i tu jest dobra wiadomość: w ogromnej większości takich przypadków Twoje zdjęcia, dokumenty i pliki są CAŁE i nieuszkodzone, leżą bezpiecznie w pamięci dysku. Problem dotyczy tylko "spisu treści" dysku, nie samych danych.
Dysk gubi wewnętrzną mapę danych (FTL — czyli tablicę, która mówi kontrolerowi, gdzie fizycznie leży który plik) — najczęściej po nagłym zaniku zasilania — i kontroler zamiast normalnie się uruchomić wpada w fabryczny tryb awaryjny, zgłaszając błędną nazwę i zerową pojemność.
Typowy przypadek z naszego laboratorium. Klient przynosi laptopa, który pewnego dnia po prostu się nie włączył — zatrzymał się na czarnym ekranie. W środku dysk SSD Kingston z kontrolerem PS3110. Na dysku był cały system, dokumenty firmowe i kilka lat zdjęć rodzinnych, bez kopii zapasowej. Klient zdążył podłączyć dysk do drugiego komputera przez przejściówkę — tam wyświetlił się z błędną nazwą i pojemnością 0 bajtów. Na szczęście NIE próbował go naprawiać żadnym programem.
W bezpłatnej analizie potwierdziliśmy klasyczny objaw tego kontrolera: dysk zgubił wewnętrzną mapę danych po wcześniejszym nagłym zaniku zasilania i wpadł w fabryczny tryb awaryjny. Kości pamięci, w których leżą pliki, były sprawne i nieuszkodzone — dane były na miejscu, tylko niedostępne dla zwykłego komputera.
Podłączyliśmy dysk do PC-3000, wprowadziliśmy kontroler w tryb serwisowy i odczytaliśmy zawartość kości pamięci. Następnie odtworzyliśmy zgubioną mapę danych, co pozwoliło poukładać pliki we właściwej kolejności. Cała praca odbywała się na kopii — oryginalnego dysku nie modyfikowaliśmy.
Odzyskaliśmy komplet danych — dokumenty firmowe i wszystkie zdjęcia rodzinne. Klient odebrał pliki na nowym nośniku, a my przy okazji wytłumaczyliśmy, dlaczego ten model dysku bywa wrażliwy na nagłe zaniki prądu i jak warto robić kopie. Realizacja zmieściła się w typowym terminie kilku dni roboczych.
Najważniejsza rzecz na początek: jeśli dysk pokazuje błędną nazwę lub 0 bajtów, NIE próbuj go "naprawiać" programami ze strony producenta ani narzędziami z internetu (typu MPTool czy "wgranie firmware"). To są procedury resetu fabrycznego — po nich dane są bezpowrotnie kasowane. Najczęściej tracimy dane właśnie wtedy, gdy ktoś przed przyniesieniem dysku spróbował go "naprawić" takim programem. W naszym laboratorium podchodzimy do tego inaczej. Pracujemy na profesjonalnym sprzęcie PC-3000 — to specjalistyczne urządzenie, które potrafi rozmawiać z kontrolerem dysku bezpośrednio, na poziomie producenta, omijając tryb awaryjny. Mówiąc prosto: zaglądamy do dysku "od kuchni", tam gdzie zwykły komputer nie ma dostępu. Co konkretnie robimy: najpierw wprowadzamy kontroler PS3110 w tryb serwisowy, żeby przestał blokować dostęp. Potem odczytujemy zawartość kości pamięci (to chipy, w których fizycznie leżą Twoje pliki). Na koniec odtwarzamy zgubioną wewnętrzną mapę danych — czyli składamy z powrotem "spis treści", który pozwala poukładać porozrzucane kawałki plików we właściwej kolejności i wydobyć je w czytelnej postaci. Cały proces nie zmienia niczego na oryginalnym dysku — pracujemy na kopii odczytanych danych. Każde zlecenie zaczynamy od analizy (wliczonej w cenę odzysku). Sprawdzamy realny stan dysku i dopiero wtedy podajemy konkretną cenę oraz uczciwie mówimy, jakie są szanse. Działamy na zasadzie: nie odzyskamy = nie płacisz za odzysk.
Dokładną cenę podajemy po analizie. Typowy czas odzysku: 3–7 dni roboczych.