Twój budżetowy dysk SSD nagle zniknął z komputera, pokazuje 0 MB albo zawiesza system przy starcie? Jeśli w środku pracuje kontroler Silicon Motion SM2246XT, to bardzo typowy scenariusz - i zwykle dobra wiadomość: pliki najczęściej nadal fizycznie są w kościach pamięci, a my potrafimy je z nich wydobyć.
SM2246XT to mały układ sterujący (kontroler) firmy Silicon Motion - mózg dysku SSD, który decyduje, gdzie zapisać Twoje pliki w kościach pamięci i jak je później odnaleźć. To oszczędnościowa wersja znanego kontrolera SM2246EN: końcówka "XT" oznacza konstrukcję bez własnej pamięci podręcznej (DRAM, czyli osobnej kostki, w której dysk normalnie trzyma swój "spis treści"). Tutaj ten spis - wewnętrzna mapa danych - leży razem z Twoimi plikami w tych samych kościach pamięci. Dysk jest przez to tańszy, ale gorzej znosi nagłe zaniki prądu i zużycie kości.
Układ trafiał do wielu budżetowych dysków SATA (klasycznych 2,5-calowych oraz mniejszych modułów): między innymi SanDisk SSD Plus (wersje z kontrolerem SMI), Silicon Power Slim S55 i S60, Transcend ESD400 i P3XV60, a także do kart i modułów przemysłowych, jak Lexar CFast 3400x (karta CFast używana w aparatach i kamerach) czy ADATA ISC3E. Marka na obudowie nie mówi wszystkiego - ten sam model dysku bywa produkowany w kilku wersjach z różnymi kontrolerami, więc co siedzi w środku, sprawdzamy dopiero na płytce.
Najczęstsza awaria wygląda tak: dysk, który działał latami, po zaniku prądu, twardym wyłączeniu komputera albo po prostu ze zużycia przestaje się poprawnie zgłaszać. Znika z BIOS-u, pokazuje pojemność 0 MB lub kilka megabajtów, bywa widoczny pod dziwną, fabryczną nazwą zamiast swojego modelu, albo zawiesza komputer przy każdej próbie odczytu. Przyczyną prawie zawsze jest uszkodzenie wewnętrznej mapy danych (spisu treści, który mówi kontrolerowi, gdzie leży każdy plik). W konstrukcji bez pamięci podręcznej ta mapa leży w tych samych kościach co dane, więc łatwiej ją uszkodzić. Same pliki zwykle nadal fizycznie są na miejscu - dysk tylko nie potrafi ich pokazać.
Typowa usterka to uszkodzenie tablicy translacji (FTL) w NAND po przerwanym zapisie lub degradacji kości. Rodzina SMI jest dobrze wspierana serwisowo: tryb technologiczny, loader i rekonstrukcja translatora w PC-3000, w razie potrzeby odczyt raw NAND z odwróceniem XOR.
Klient przynosi 2,5-calowy dysk SSD SanDisk z laptopa, który przestał startować po nagłym wyłączeniu prądu. Dysk podłączony przez adapter USB raz pokazywał się z pojemnością 0 MB, raz w ogóle nie był wykrywany. Na dysku dokumenty firmowe i zdjęcia z kilku lat, bez kopii zapasowej.
Analiza nośnika potwierdza wersję dysku na kontrolerze SM2246XT i klasyczną usterkę: uszkodzoną wewnętrzną mapę danych po przerwanym zapisie. Kontroler reaguje, kości pamięci są sprawne - to dobry układ wyjściowy do odzysku.
Wprowadzamy dysk w tryb serwisowy na PC-3000, omijamy uszkodzone oprogramowanie i odczytujemy surową zawartość kości pamięci. Odwracamy fabryczny wzór porządkujący dane i odbudowujemy mapę, żeby odtworzyć strukturę folderów. Na oryginale niczego nie zapisujemy.
Udaje się odzyskać komplet dokumentów i zdjęć. Dane wydajemy na nowym, sprawnym nośniku, a klientowi doradzamy prostą kopię zapasową - tani dysk bez pamięci podręcznej nie powinien być jedynym miejscem ważnych plików.
Kontrolery Silicon Motion z tej rodziny są dobrze poznane i mamy do nich narzędzia w naszym laboratorium. Pracujemy na sprzęcie PC-3000: wprowadzamy dysk w tryb serwisowy (specjalny stan diagnostyczny, w którym kontroler przestaje próbować wczytywać uszkodzoną mapę), wgrywamy tymczasowe oprogramowanie pomocnicze i odczytujemy zawartość kości pamięci z pominięciem zepsutego oprogramowania dysku. Odczytane dane są fabrycznie "pomieszane" wzorem XOR (to porządkowanie zapisu, nie szyfrowanie hasłem) - odwracamy go i odbudowujemy wewnętrzną mapę, żeby pliki ułożyły się z powrotem w foldery. Gdy uszkodzony jest sam kontroler (np. po przepięciu), w ostateczności wylutowujemy kości pamięci i czytamy je bezpośrednio w czytniku laboratoryjnym - na tym układzie to wykonalne, o ile producent dysku nie włączył szyfrowania sprzętowego, co sprawdzamy podczas analizy. Całość odbywa się w trybie tylko-do-odczytu, bez zapisywania czegokolwiek na oryginale. Analizę nośnika wliczamy w cenę odzysku, a zasada jest jedna: nie odzyskamy = nie płacisz za odzysk.
Dokładną cenę podajemy po analizie. Typowy czas odzysku: 3–7 dni roboczych.