Twój dysk Samsung 970 EVO, 970 PRO albo fabryczny dysk PM981 z laptopa nagle zniknął z komputera, pokazuje 0 GB albo system przestał startować? To typowe scenariusze awarii dysków na kontrolerze Samsung Phoenix. Ważna informacja na start: te dyski szyfrują swoją zawartość sprzętowo, więc odzysk musi iść przez ożywiony układ sterujący dysku - dlatego trafiają do laboratorium, a nie do zwykłego serwisu.
Phoenix to kontroler - mały układ sterujący, mózg dysku SSD, który decyduje, gdzie zapisać Twoje pliki w kościach pamięci i jak je później odnaleźć. Samsung projektuje takie układy sam, nie kupuje ich od Phisona ani Silicon Motion. Phoenix to jego flagowy kontroler NVMe z czasów standardu PCIe 3.0 (mniej więcej lata 2018-2020) - montowany w dyskach M.2, czyli tych małych "listewkach" wkładanych bezpośrednio na płytę główną komputera lub laptopa, bez kabli.
Znajdziesz go w bardzo popularnych dyskach: Samsung 970 EVO, 970 PRO i 970 EVO Plus, a także w wersjach OEM montowanych fabrycznie w laptopach - przede wszystkim Samsung PM981 i PM981a. Ta ostatnia grupa jest szczególnie ważna: ogromna liczba laptopów biznesowych i konsumenckich z tamtych lat (Dell, HP, Lenovo i inne) wyjechała z fabryki właśnie z dyskiem Samsunga w środku, o czym właściciel często nawet nie wie. Gdy taki laptop przestaje startować, problemem bywa właśnie ten dysk.
Dwie cechy tej rodziny decydują o drodze odzysku. Po pierwsze, szyfrowanie sprzętowe włączone fabrycznie: dane leżą w kościach pamięci zaszyfrowane zawsze, nawet jeśli nigdy nie ustawiałeś żadnego hasła, a klucz siedzi w samym kontrolerze. Po drugie, to konstrukcja zamknięta - Samsung nie udostępnia dokumentacji, więc praca z tymi dyskami wymaga specjalistycznego sprzętu i trybu serwisowego, a nie uniwersalnych programów. Warto też wiedzieć, że to szybki, mocno obciążony układ, który w ciasnych laptopach pracuje w wysokich temperaturach - po latach takiej pracy awarie nie są niczym dziwnym.
Typowy scenariusz wygląda tak: komputer działał normalnie, po czym po zaniku prądu, zawieszeniu systemu albo zupełnie bez ostrzeżenia dysk przestaje być widoczny - nie ma go w ustawieniach komputera (BIOS), pokazuje pojemność 0 GB albo zgłasza się pod dziwną, fabryczną nazwą zamiast swojej. W laptopie objawia się to najczęściej tym, że system w ogóle nie startuje i pojawia się komunikat o braku dysku. Co się dzieje w środku: dysk prowadzi swoją wewnętrzną mapę danych - spis mówiący, gdzie fizycznie leży każdy plik. Gdy ta mapa albo wewnętrzne oprogramowanie kontrolera się uszkodzi (po nagłym odcięciu zasilania, po latach pracy w wysokiej temperaturze, czasem po nieudanej aktualizacji), układ blokuje dostęp do całej zawartości i przedstawia się komputerowi jako pusty lub zepsuty. Twoje pliki najczęściej wciąż fizycznie są w kościach pamięci - tyle że w postaci zaszyfrowanej, a jedyny klucz zna kontroler. Dlatego przy tych dyskach nie działa żadna ścieżka na skróty.
Phoenix to wielordzeniowy kontroler NVMe PCIe 3.0 x4 z DRAM i fabrycznym szyfrowaniem AES na NAND (klucz w kontrolerze) - chip-off zwraca szyfrogram bez wartości. Typowe awarie: niespójny translator (FTL) po utracie zasilania, uszkodzone moduły firmware, degradacja V-NAND i przegrzewanie w konstrukcjach M.2 bez radiatora. Odzysk wyłącznie w trybie technologicznym przez żywy lub ożywiony kontroler.
Do laboratorium trafia laptop biznesowy, który pewnego ranka przywitał właściciela komunikatem o braku dysku startowego. W środku fabryczny dysk Samsung PM981 (na kontrolerze Phoenix), o którego istnieniu klient nie miał pojęcia - laptop kupił z dyskiem w zestawie. Na dysku kilka lat korespondencji firmowej, dokumenty i projekty. Serwis komputerowy, do którego klient trafił najpierw, stwierdził, że dysk jest martwy i zaproponował wymianę na nowy.
Wyjmujemy dysk i podłączamy do stanowiska diagnostycznego. Kontroler odpowiada, więc mózg dysku żyje - to najważniejsza dobra wiadomość, bo przy tej rodzinie od tego zależy wszystko. Problem leży w wewnętrznym oprogramowaniu: po nagłym odcięciu zasilania rozjechała się wewnętrzna mapa danych i dysk blokuje dostęp do zawartości. Potwierdzamy też fabryczne szyfrowanie sprzętowe - jedyna droga prowadzi przez sam kontroler, odczyt gołych kości nic by tu nie dał.
Wprowadzamy dysk w tryb serwisowy i pracujemy na jego oprogramowaniu w pamięci roboczej, bez zapisywania czegokolwiek na oryginale. Odtwarzamy uszkodzoną mapę danych i doprowadzamy kontroler do stanu, w którym sam odczytuje i odszyfrowuje zawartość kości pamięci. Całość kopiujemy partiami na nasz nośnik, zaczynając od katalogów wskazanych przez klienta jako najpilniejsze.
W tym typowym scenariuszu udaje się odzyskać komplet dokumentów i korespondencji. Dane wydajemy na nowym nośniku z zachowaną strukturą katalogów. Klientowi tłumaczymy przy okazji, że "martwy dysk" w diagnozie zwykłego serwisu bardzo często oznacza po prostu dysk, do którego serwis nie ma narzędzi - i że warto o tym pamiętać, zanim odda się nośnik do utylizacji.
Najważniejsze trzeba powiedzieć wprost: dyski Samsung na kontrolerze Phoenix szyfrują dane sprzętowo, fabrycznie, a klucz siedzi w samym kontrolerze. Wylutowanie kości pamięci i odczytanie ich osobno (chip-off) zwraca przy tych dyskach tylko nieczytelny szyfrogram - ta ścieżka nie istnieje i nie warto wierzyć nikomu, kto ją obiecuje. Jedyna realna droga prowadzi przez żywy lub ożywiony kontroler tego konkretnego egzemplarza. W naszym laboratorium w Gdańsku podłączamy dysk do specjalistycznego sprzętu klasy PC-3000 i sprawdzamy, czy układ sterujący reaguje. Jeśli tak, wchodzimy z nim w tryb serwisowy - specjalny stan diagnostyczny, w którym dysk przestaje próbować startować normalnie i pozwala nam pracować na jego oprogramowaniu. Odtwarzamy w pamięci roboczej to, co się uszkodziło (moduły oprogramowania, wewnętrzną mapę danych), po czym doprowadzamy kontroler do stanu, w którym sam odczytuje i po drodze odszyfrowuje swoją zawartość. Dopiero z tego robimy bezpieczną kopię i z niej wyciągamy pliki. Cała praca odbywa się w trybie tylko-do-odczytu, bez zapisywania czegokolwiek na oryginale - i nigdy nie wgrywamy dyskowi fabrycznego oprogramowania na zasadzie naprawy, bo przy tej rodzinie potrafi to przekreślić odzysk. Uczciwie: to jedna z trudniejszych rodzin dysków na rynku, bo Samsung to konstrukcja zamknięta. Szanse zależą przede wszystkim od tego, czy kontroler żyje - gdy reaguje, zwykle jest o co walczyć; gdy jest fizycznie zniszczony (np. po przepięciu), klucz szyfrujący ginie razem z nim i mówimy o tym otwarcie. Każde zlecenie zaczynamy od analizy nośnika (wliczonej w cenę odzysku) - po niej podajemy cenę i realne szanse. Nie odzyskamy = nie płacisz za odzysk.
Dokładną cenę podajemy po analizie. Typowy czas odzysku: 3–7 dni roboczych.