Twój dysk SSD nagle zniknął z komputera, pokazuje 0 GB albo system w ogóle go nie widzi po zaniku prądu? To częsty objaw dysków na układzie Phison PS5012-E12 - i w większości przypadków dane wciąż siedzą bezpiecznie na kościach pamięci, tylko dysk nie potrafi do nich trafić.
PS5012-E12 (znany też po prostu jako "Phison E12") to mózg dysku SSD - niewielki układ scalony, który zarządza zapisem i odczytem danych. Krótko mówiąc: to nie jest miejsce, gdzie leżą Twoje pliki (te są na osobnych kościach pamięci, czyli małych układach przechowujących dane), tylko "dyrygent", który decyduje, gdzie co zapisać i jak to potem odnaleźć.
To kontroler ze średniej-wyższej półki z czasów standardu PCIe 3.0 (produkowany masowo od około 2018 roku). Trafił do całkiem szybkich, popularnych dysków NVMe - czyli takich, które wkłada się bezpośrednio na płytę główną komputera, bez kabli. Znajdziesz go między innymi w Corsair MP510, Seagate FireCuda 510, Toshiba RC500 oraz Kioxia Exceria NVMe. Spotkasz go też w dyskach marek Apacer, Dexp i Smartbuy.
Były to dyski wydajne i chętnie kupowane do gier, montażu wideo i pracy. Dlatego gdy taki układ się "zatnie", często chodzi o cenne, używane na co dzień pliki: projekty, zdjęcia, materiały firmowe.
Najczęstsza awaria dysków na PS5012-E12 wygląda tak: w trakcie pracy albo po nagłym wyłączeniu prądu (zanik zasilania, padnięcie zasilacza, wyrwanie wtyczki) dysk przestaje być widoczny - system nie wykrywa go wcale, pokazuje pojemność 0 GB albo prosi o sformatowanie. Pliki wydają się przepadłe, ale w rzeczywistości nadal leżą na kościach pamięci. Problem polega na tym, że dysk zgubił swoją wewnętrzną mapę danych - czyli spis, który mówi, gdzie dokładnie znajduje się każdy plik. Bez tej mapy układ nie potrafi pokazać niczego, choć dane fizycznie są na miejscu. Co ważne dla tego konkretnego kontrolera: te dyski najpierw zapisują dane w szybkim buforze i dopiero w czasie bezczynności przepisują je do docelowej pamięci. Jeśli prąd zniknie akurat w trakcie takiego przepisywania, mapa danych się rozjeżdża, dysk nie przechodzi swojego testu poprawności przy starcie i znika z komputera.
Uszkodzenie dotyczy dziennika FTL (mapy logiczno-fizycznej) podczas operacji folding SLC→TLC; kontroler nie przechodzi kontroli spójności i wchodzi w tryb ROM, zgłaszając 0 GB.
Do laboratorium trafia dysk Corsair MP510 (na układzie Phison E12) z laptopa do montażu wideo. Klient opowiada, że w trakcie renderowania projektu wyłączyło prąd w mieszkaniu. Po ponownym włączeniu komputer w ogóle nie widzi dysku - w ustawieniach systemu pokazuje 0 GB. Na dysku jest kilka tygodni nieskopiowanej pracy: materiały do filmu i faktury. Klient sam próbował podłączyć dysk do drugiego komputera przez przejściówkę, ale tam też się nie pojawił.
Podczas analizy potwierdzamy, że same kości pamięci są sprawne, a uszkodzenie jest typowe dla tego kontrolera: zanik prądu trafił dokładnie w moment, gdy dysk przepisywał dane z szybkiego bufora do pamięci docelowej. Rozsypała się przez to wewnętrzna mapa danych, dysk nie przeszedł testu startowego i odpadł od komputera. Dobra wiadomość dla klienta: to awaria oprogramowania wewnętrznego i mapy, a nie fizyczne zniszczenie pamięci - pliki wciąż tam są.
Wprowadzamy dysk w tryb serwisowy na stacji PC-3000, podajemy własny program startowy i uzyskujemy dostęp do zawartości bez zapisywania czegokolwiek na nośniku. Odtwarzamy zgubioną mapę danych w pamięci stacji roboczej, a następnie przegrywamy odzyskane pliki na nowy dysk i sprawdzamy, czy projekty wideo i dokumenty otwierają się poprawnie.
W tym typowym scenariuszu udaje się odzyskać komplet materiałów wideo i faktur, a klient dostaje gotowe, otwierające się pliki na nowym nośniku. Tego rodzaju awarie (mapa danych po zaniku prądu, dane na pamięci całe) mają zwykle dobre rokowania.
Dyski na PS5012-E12 odzyskujemy w naszym laboratorium przez specjalistyczną stację PC-3000 - to profesjonalny sprzęt, który potrafi rozmawiać z układem dysku na głębszym poziomie niż zwykły komputer. Kiedy dysk "zatnie się" i znika z systemu, najpierw wprowadzamy go w tryb serwisowy: zamiast pozwolić, by uruchamiało się jego uszkodzone oprogramowanie wewnętrzne, podajemy własny program startowy, który ożywia układ na tyle, by dał się odczytać. Dysk nie jest przy tym do niczego zmuszany ani nadpisywany. Następnie odtwarzamy zgubioną mapę danych - czyli ten spis mówiący, gdzie leży każdy plik. Czasem udaje się odczytać zapasowy dziennik mapy zachowany w pamięci dysku, a gdy ten przepadł, składamy mapę od zera, skanując oznaczenia danych rozsiane po wszystkich kościach pamięci. Dopiero z odtworzoną mapą wyciągamy pliki i przegrywamy je na nowy, sprawny nośnik. Cały proces jest tylko-do-odczytu: nie zapisujemy niczego na Twoim dysku, więc dane na kościach pozostają nienaruszone. Po analizie nośnika (wliczamy ją w cenę odzysku) podajemy realne szanse i cenę.
Dokładną cenę podajemy po analizie. Typowy czas odzysku: 3–7 dni roboczych.