Twój dysk SSD nagle zniknął z komputera albo pokazuje zerową pojemność - często po zaniku prądu lub zawieszeniu? Przy tym modelu zwykle padł tylko wewnętrzny spis treści dysku, a same pliki są całe. W laboratorium budzimy układ dysku w trybie serwisowym i przez niego czytamy pliki wprost z kości pamięci.
Phison PS5013 (pełna nazwa PS5013-E13, w nowszej odsłonie E13T) to tak zwany kontroler dysku SSD - czyli mały układ, który zarządza całym dyskiem i decyduje, gdzie zapisać i skąd odczytać Twoje pliki. To serce każdego dysku SSD. PS5013 to model z półki oszczędnościowej, montowany w niedrogich, szybkich dyskach NVMe (czyli takich wpinanych wprost do płyty głównej, bez kabli) z lat 2019-2020.
Spotkasz go w wielu budżetowych dyskach różnych marek - między innymi w popularnym Seagate BarraCuda Q5, a także w modelach Apacer (np. PP3480), QUMO (Novation 3D) i Smartbuy (E13T). To dyski kupowane głównie dlatego, że są tanie i dają dużą pojemność za rozsądne pieniądze.
Żeby obniżyć koszt, ten dysk nie ma własnej pamięci podręcznej (DRAM) i część danych roboczych trzyma w pamięci komputera. Dodatkowo używa tańszego typu kości pamięci (QLC), który bywa wolniejszy przy dłuższym kopiowaniu. W praktyce oznacza to dwie rzeczy: na co dzień działa dobrze, ale jest bardziej wrażliwy na nagłe odcięcie prądu, a przy większych transferach potrafi zwolnić. To właśnie te cechy stoją za najczęstszymi awariami tego modelu.
To najczęstsza awaria tego modelu. Dysk jest oszczędnościowy i nie ma własnej pamięci podręcznej - część danych roboczych trzyma w pamięci komputera. Gdy zasilanie nagle zniknie (zanik prądu, zawieszenie komputera, wyrwanie z gniazda), wewnętrzny spis treści dysku zapisuje się w połowie i ulega uszkodzeniu. Po ponownym włączeniu dysk nie potrafi go odczytać i albo całkiem znika z komputera, albo pokazuje się z błędną, zerową pojemnością. Ważne: same pliki zwykle nadal leżą na dysku - popsuł się tylko spis treści, który mówi, gdzie one są.
Awaria warstwy mapowania logiczno-fizycznego (L2P/FTL) po przerwanym zapisie, typowa dla budżetowych kontrolerów DRAM-less korzystających z Host Memory Buffer.
Do laboratorium trafia komputer stacjonarny, w którym dysk SSD M.2 (Seagate BarraCuda Q5 na układzie Phison PS5013) nagle przestał być widoczny. Właściciel opisuje typowy scenariusz: po krótkim zaniku prądu komputer się zrestartował i od tego momentu system nie startuje, a w ustawieniach komputera (BIOS) dysk albo w ogóle się nie pokazuje, albo widnieje z błędną, zerową pojemnością. Na dysku były zdjęcia z kilku lat, dokumenty i projekty z pracy. Klient próbował wpiąć dysk do drugiego komputera i przez przejściówkę USB - bez skutku, dysk dalej nie chciał pokazać zawartości.
Po podpięciu nośnika do naszego stanowiska diagnostycznego potwierdzamy klasyczny dla tego układu objaw: dysk fizycznie żyje (kontroler się zgłasza), ale jego wewnętrzne oprogramowanie zgubiło mapę danych. To znaczy, że pamięć z plikami jest najprawdopodobniej cała - uszkodził się tylko spis treści, który mówi dyskowi, gdzie co leży. Na tym modelu dzieje się to często właśnie po zaniku prądu, bo jest to dysk oszczędnościowy, bez własnej pamięci podręcznej, więc nagłe odcięcie zasilania potrafi przerwać zapis tego spisu w połowie.
Dysk uruchamiamy w specjalnym trybie serwisowym (omijamy zablokowany start jego oprogramowania), na profesjonalnym sprzęcie laboratoryjnym PC-3000. Następnie czytamy zawartość kości pamięci bezpośrednio - poniżej zepsutej warstwy spisu treści - i na podstawie znaczników zapisanych przy danych odtwarzamy mapę plików od nowa. Z odzyskanego obrazu wyciągamy pliki i sprawdzamy, czy się otwierają (zdjęcia, dokumenty), zanim oddamy je klientowi.
W takim scenariuszu, gdy kości pamięci są nienaruszone a problem leży tylko po stronie wewnętrznego oprogramowania, zwykle udaje się odtworzyć komplet danych. W opisywanym przypadku odzyskaliśmy zdjęcia i dokumenty robocze i przekazaliśmy je klientowi na nowym nośniku. Sam dysk po takiej awarii odradzamy traktować jako pewny - najlepiej przenieść dane na inny.
Dyskiem zajmujemy się we własnym laboratorium na profesjonalnym sprzęcie PC-3000 (specjalistyczne stanowisko do odzysku danych z dysków). Najpierw uruchamiamy nośnik w trybie serwisowym, czyli omijamy zablokowany start jego wewnętrznego oprogramowania (to ten element, który po awarii nie chce się załadować). Dzięki temu docieramy do układu, mimo że w zwykłym komputerze dysk się nie pokazuje. Następnie czytamy zawartość kości pamięci (układów, w których fizycznie zapisane są Twoje pliki) bezpośrednio - pomijając zepsuty spis treści. Na koniec, na podstawie znaczników zapisanych przy danych, odtwarzamy od nowa mapę danych, czyli informację o tym, gdzie który plik leży. Z tak złożonej całości wyciągamy pliki i sprawdzamy, czy poprawnie się otwierają, zanim przekażemy je właścicielowi. Konkretną cenę podajemy po analizie nośnika; analiza jest wliczona w cenę odzysku, a jeśli danych nie odzyskamy - nie płacisz za odzysk.
Dokładną cenę podajemy po analizie. Typowy czas odzysku: 3–7 dni roboczych.