Twój dysk SSD na układzie Phison PS5008 nagle zniknął z komputera, nie pokazuje się w BIOS-ie albo widać go jako 0 MB? To częsta usterka tych wczesnych, budżetowych dysków NVMe. W większości takich przypadków dane na nim wciąż są całe i da się je odzyskać.
Phison PS5008 (pełna nazwa PS5008-E8) to "mózg" dysku SSD - czyli układ sterujący, który zarządza zapisem i odczytem Twoich plików. To był jeden z pierwszych tanich kontrolerów do dysków NVMe (te najszybsze, wkładane wprost do gniazda na płycie głównej, bez kabli). Phison wprowadził go na rynek w latach 2017-2018 jako tani sposób, żeby zwykły użytkownik mógł kupić dysk szybszy od starych SSD na kablu, ale bez płacenia za topowy model.
Spotkasz go w popularnych, oszczędnych dyskach takich marek jak Kingston (np. seria A1000), Gigabyte, Patriot, Apacer, LiteON czy Smartbuy. To były dyski "do przeciętnego komputera i laptopa" - solidne na co dzień, ale z budżetowej półki, więc po kilku latach pracy zdarza im się płatać figle.
Ważne: PS5008 występował w dwóch odmianach. Jedna ma na płytce własną małą pamięć podręczną (DRAM), a druga - tańsza - jej nie ma i "pożycza" sobie kawałek pamięci RAM z komputera. Ta druga, oszczędniejsza wersja częściej traci dane po nagłym wyłączeniu prądu. Ten szczegół wpływa na to, jak prowadzimy odzysk.
Najczęstsza awaria tych dysków wygląda tak: po zaniku prądu, padzie systemu albo zawieszeniu komputera dysk po prostu przestaje się pokazywać. W BIOS-ie go nie ma albo widać go jako pusty (0 MB), choć fizycznie cały czas siedzi w gnieździe. Wewnętrzne oprogramowanie dysku (firmware - czyli program, który steruje całym dyskiem) wykłada się przy uruchamianiu i blokuje dostęp do zawartości. Twoje pliki w tym momencie zwykle są nietknięte - zablokowana jest tylko "droga do nich". Dodatkowo tańsza wersja bez własnej pamięci podręcznej trzyma swoją wewnętrzną mapę plików w pamięci RAM komputera, więc gdy prąd nagle padnie, ta mapa znika i dysk gubi się jeszcze łatwiej.
Kontroler kończy trening łącza PCIe, ale zawiesza się na etapie inicjalizacji NVMe; w wersji E8T mapa FTL trzymana w Host Memory Buffer ginie przy panice.
Do serwisu trafia laptop studenta z dyskiem NVMe na kontrolerze Phison PS5008 (popularny model Kingston). Komputer zawiesił się w trakcie pracy, a po twardym wyłączeniu przyciskiem już nie wstał - system "nie widzi dysku". Klient próbował wkładać dysk do innego komputera i przez przejściówkę USB, ale za każdym razem dysk albo w ogóle się nie pokazywał, albo wyskakiwał jako pusty. Na dysku była pisana od miesięcy praca dyplomowa i archiwum zdjęć, bez kopii zapasowej.
Podczas analizy podłączamy dysk na PC-3000. Okazuje się, że kości pamięci (układy z plikami) są fizycznie sprawne, a problemem jest zawieszone oprogramowanie wewnętrzne po nagłym, twardym wyłączeniu - klasyczny objaw tego kontrolera. Dysk "żyje", tylko nie chce wpuścić do środka.
Wprowadzamy dysk w tryb serwisowy, omijając uszkodzony program wewnętrzny, i wgrywamy tymczasowy sprawny program do odczytu. Odtwarzamy wewnętrzną mapę danych na podstawie najnowszego zapisu z obszaru serwisowego dysku, a potem czytamy zawartość kość po kości - wyłącznie w trybie odczytu, bez zapisywania czegokolwiek na nośnik. Z odczytanych danych składamy z powrotem pliki i foldery.
Udaje się odzyskać pracę dyplomową i komplet zdjęć. Klient dostaje dane przegrane na nowy, sprawny nośnik wraz z listą plików do sprawdzenia. Przy tego typu usterce (sprawne kości, zawieszony firmware po utracie prądu) szanse na odzysk są zwykle dobre.
Przy tych dyskach najważniejsza jest jedna rzecz: dane na kościach pamięci (to małe układy, w których fizycznie zapisane są Twoje pliki) są zaszyfrowane i "przypisane" na stałe do tego konkretnego sterownika. Dlatego nie da się ich po prostu wylutować i odczytać osobno - bez oryginalnego sterownika wyszłyby kompletne "krzaki". Odzysk musi iść przez ten sam układ, który był w dysku. W naszym laboratorium robimy to na specjalistycznym sprzęcie PC-3000 (profesjonalne urządzenie do ratowania danych z dysków). Wprowadzamy dysk w tryb serwisowy - czyli "obejście" zepsutego programu wewnętrznego - i wgrywamy do niego tymczasowy, sprawny program, który pozwala odczytać zawartość. Następnie odtwarzamy wewnętrzną mapę danych (czyli "spis treści", który mówi, gdzie leży który plik) i wyciągamy pliki jeden po drugim. Co ważne: przez cały czas niczego nie zapisujemy na Twój dysk - tylko czytamy, żeby nie nadpisać tego, co chcemy uratować. Każde zlecenie zaczynamy od analizy nośnika (wliczamy ją w cenę odzysku) - sprawdzamy, czy kości pamięci są całe i co dokładnie zawiniło. Dopiero potem podajemy cenę i realne szanse. Nie odzyskamy = nie płacisz za odzysk.
Dokładną cenę podajemy po analizie. Typowy czas odzysku: 3–7 dni roboczych.