Twój starszy, budżetowy dysk SSD nagle przedstawia się w komputerze jako "SATAFIRM S9", pokazuje 0 MB albo zniknął z BIOS-u? To znak rozpoznawczy awarii kontrolera Phison PS3109-S9 - poprzednika słynnego S11 z tanich dysków. W większości takich przypadków pliki nadal fizycznie są w pamięci dysku i da się je odzyskać w laboratorium.
PS3109-S9 to kontroler - mały układ sterujący, mózg dysku SSD, który decyduje, gdzie zapisać Twoje pliki w kościach pamięci i jak je później odnaleźć. Produkuje go firma Phison. To budżetowy układ pod złącze SATA III z okolic 2013-2015 roku, projektowany z myślą o jak najtańszych dyskach - bezpośredni poprzednik rekordowo popularnego PS3111-S11.
Znajdziesz go m.in. w dyskach Corsair Force LS, Patriot Blaze, Silicon Power S55 (część egzemplarzy - ten model był produkowany w kilku wersjach z różnymi kontrolerami) oraz Smartbuy S9M. To typowe dyski z pierwszej fali tanich SSD: kupowane dekadę temu jako niedrogie przyspieszenie starego laptopa czy komputera, często do dziś pracujące jako dysk systemowy z pocztą, zdjęciami i dokumentami.
Oszczędna konstrukcja ma swoją cenę: uproszczony układ, tanie kości pamięci i wewnętrzna mapa danych trzymana razem z plikami sprawiają, że te dyski źle znoszą zaniki prądu, a po latach dokłada się zwykłe zużycie pamięci. Dlatego dyski na S9 regularnie trafiają do naszego laboratorium.
Klasyka rodziny Phison: zamiast normalnej nazwy (np. "Corsair Force LS 120 GB") komputer nagle widzi urządzenie o nazwie "SATAFIRM S9" z pojemnością 0 MB albo szczątkową. Dysk bywa też zupełnie niewidoczny w BIOS-ie albo system prosi o jego sformatowanie. To awaryjny tryb kontrolera: dysk wchodzi w niego, gdy przy starcie nie potrafi poprawnie wczytać swojego wewnętrznego oprogramowania lub mapy danych (spisu treści mówiącego, gdzie leży każdy plik). Wyzwalaczem jest najczęściej nagły zanik prądu w trakcie zapisu albo zużycie kości pamięci po latach. Pliki w takiej sytuacji zwykle nadal fizycznie są na miejscu - dysk tylko stracił do nich drogę.
"SATAFIRM S9" to safe mode kontrolera PS3109 po uszkodzeniu firmware/FTL w NAND. Rodzina S9 jest wspierana przez PC-3000: wejście w tryb technologiczny, loader serwisowy, odbudowa translatora; przy martwym kontrolerze chip-off z rekonstrukcją XOR/ECC - generacja typowo bez szyfrowania danych użytkownika.
Do laboratorium trafia dysk Patriot Blaze z komputera stacjonarnego, który padł podczas burzy - po chwilowym zaniku prądu system przestał startować. W BIOS-ie zamiast nazwy dysku widnieje "SATAFIRM S9" i 0 MB. Na dysku dokumenty małej firmy: faktury, umowy, korespondencja - kopia zapasowa robiona "od święta", ostatnia sprzed roku.
Analiza potwierdza typowy scenariusz: zanik prądu trafił w moment zapisu i rozsypał wewnętrzną mapę danych, a kontroler przy starcie nie przeszedł kontroli poprawności i wszedł w tryb awaryjny. Sam układ żyje, kości pamięci reagują - pliki fizycznie na miejscu.
Wprowadzamy dysk w tryb technologiczny na PC-3000, podajemy oprogramowanie pomocnicze i odbudowujemy mapę danych w pamięci stacji roboczej, bez zapisywania czegokolwiek na oryginale. Następnie kopiujemy całość, odtwarzamy strukturę folderów i weryfikujemy, czy dokumenty się otwierają.
Udaje się odzyskać komplet dokumentów firmowych, łącznie z fakturami z ostatniego roku, których nie było w żadnej kopii. Dane wydajemy na nowym nośniku. Do zestawu dokładamy dwie rady: listwa przeciwprzepięciowa pod komputer i kopia zapasowa robiona automatycznie, nie od święta.
Kontrolery Phison tej generacji są w naszym laboratorium dobrze poznane. Gdy układ żyje, wprowadzamy dysk w tryb technologiczny (specjalny tryb serwisowy producenta) na sprzęcie PC-3000, podajemy tymczasowe oprogramowanie pomocnicze zamiast uszkodzonego i odbudowujemy wewnętrzną mapę danych. Potem w trybie tylko-do-odczytu kopiujemy całą zawartość na sprawny nośnik - na oryginale niczego nie zapisujemy. Jeśli kontroler jest fizycznie martwy, zostaje wariant rezerwowy: odczyt bezpośrednio z wylutowanych kości pamięci i złożenie danych z powrotem w całość (odwrócenie fabrycznego wymieszania XOR i przeplotu). Na szczęście ta generacja zwykle nie szyfruje danych, więc taka droga realnie działa. Zużyte po latach kości czytamy wolnymi trybami, wielokrotnie, żeby wycisnąć z nich jak najwięcej. Najważniejsza zasada: nigdy nie wgrywamy fabrycznych narzędzi naprawczych, bo one odtwarzają dysk do stanu fabrycznego, kasując dane. Analiza nośnika jest wliczona w cenę odzysku, a po niej podajemy cenę i realne szanse. Nie odzyskamy = nie płacisz za odzysk.
Dokładną cenę podajemy po analizie. Typowy czas odzysku: 3–7 dni roboczych.