Masz starszy albo bardzo tani dysk SSD, który nagle zniknął z komputera, pokazuje złą pojemność albo prosi o sformatowanie? Takie objawy to typowy koniec pracy dysków na prostym kontrolerze Silicon Motion SM2236G. Dobra wiadomość: w większości przypadków pliki nadal fizycznie są w pamięci dysku i da się je wydobyć w laboratorium.
SM2236G to jeden ze starszych, prostych kontrolerów SATA firmy Silicon Motion - mały układ sterujący, czyli mózg dysku, który decyduje, gdzie zapisać Twoje pliki w kościach pamięci i jak je później odnaleźć. To konstrukcja z niższej półki i wcześniejszej epoki SSD: projektowana pod tanie dyski o niewielkich pojemnościach, bez własnej pamięci podręcznej (DRAM, czyli osobnej kostki na wewnętrzny "spis treści" dysku).
Spotkasz go głównie w budżetowych dyskach mniej znanych marek - na przykład KingSpec PA25 - a także w małych modułach mSATA i half-slim montowanych w netbookach, terminalach czy urządzeniach przemysłowych. To często dyski kupowane lata temu "żeby ożywić starego laptopa", które przez lata cicho pracowały z jedyną kopią czyichś dokumentów i zdjęć. Wiek plus tania konstrukcja to niestety przepis na awarię: takie dyski psują się dziś częściej, bo ich kości pamięci są już mocno zużyte.
Najczęstszy scenariusz: dysk po latach pracy przestaje się poprawnie zgłaszać. Znika z BIOS-u, pokazuje zerową albo okrojoną pojemność, bywa widoczny pod fabryczną nazwą układu zamiast swojego modelu, albo system nagle prosi o sformatowanie. Winowajcą jest zwykle uszkodzona wewnętrzna mapa danych (spis treści mówiący kontrolerowi, gdzie leży każdy plik) - psuje się po zaniku prądu albo przez zużyte kości pamięci, które po latach zaczynają gubić zapisane informacje. Pliki najczęściej nadal fizycznie są w kościach - dysk tylko stracił do nich dostęp. Druga grupa awarii to uszkodzenia samej elektroniki: przepięcie, zwarcie, martwy kontroler. Wtedy dysk nie daje żadnego znaku życia.
Stary, prosty kontroler SATA bez DRAM. Typowa usterka to uszkodzenie translatora/obszaru systemowego w NAND, często wtórne do degradacji zużytych kości. Odzysk: tryb technologiczny albo odczyt raw NAND z rekonstrukcją XOR/ECC i przeplotu w PC-3000 Flash - starsze układy SMI zwykle nie szyfrują danych sprzętowo, co ułatwia pracę z gołymi kośćmi.
Do laboratorium trafia mały dysk SSD mSATA wyjęty z wysłużonego netbooka. Komputer przestał startować, a dysk podłączony przez adapter pokazywał okrojoną pojemność i prosił o sformatowanie. Na dysku wieloletnie archiwum dokumentów i korespondencji, jedyna kopia.
Analiza pokazuje starszy kontroler z rodziny SM2236G i uszkodzoną wewnętrzną mapę danych, wtórną do mocno zużytych kości pamięci - dysk przepracował wiele lat. Kontroler reaguje niestabilnie, więc decydujemy się na odczyt bezpośrednio z kości.
Wylutowujemy kości pamięci i odczytujemy je w czytniku laboratoryjnym, najbardziej zużyte obszary wielokrotnie, wolnymi trybami. Następnie w PC-3000 Flash odwracamy fabryczne wymieszanie danych (XOR, przeplot), składamy obraz dysku i odtwarzamy strukturę folderów.
Udaje się odzyskać zdecydowaną większość archiwum, w tym wszystkie najważniejsze dokumenty. Pojedyncze pliki z najbardziej zużytych obszarów były uszkodzone, o czym klient dostał jasną informację. Dane wydajemy na nowym nośniku z sugestią, żeby wieloletnich archiwów nie trzymać na jednym starym dysku.
Przy starszych, prostych kontrolerach jak SM2236G mamy dwie drogi i wybieramy ją po analizie. Gdy kontroler żyje, łączymy się z dyskiem w trybie serwisowym i zmuszamy go, żeby sam odczytał zawartość kości z pominięciem uszkodzonej mapy danych. Gdy kontroler jest martwy albo mocno niestabilny, wylutowujemy kości pamięci i czytamy je bezpośrednio w czytniku laboratoryjnym. Surowy odczyt to dopiero połowa pracy: dane w kościach są fabrycznie wymieszane (XOR, przeplot, korekcja błędów), więc w PC-3000 Flash składamy je z powrotem w całość i odtwarzamy strukturę folderów. Atutem tych starszych układów jest to, że zwykle nie szyfrują danych sprzętowo - dzięki temu odczyt bezpośrednio z kości jest realną drogą, a nie ślepą uliczką. Wyzwaniem bywa za to stan samych kości: po latach pracy czytamy je wielokrotnie, wolnymi trybami, żeby wyciągnąć jak najwięcej. Pracujemy w trybie tylko-do-odczytu, analiza nośnika jest wliczona w cenę odzysku, a zasada jedna: nie odzyskamy = nie płacisz za odzysk.
Dokładną cenę podajemy po analizie. Typowy czas odzysku: 3–7 dni roboczych.