Masz w szufladzie albo w starym komputerze dysk OCZ Vertex, Crucial M225 czy Corsair Extreme, który przestał być widoczny? To pionierskie dyski SSD sprzed kilkunastu lat na kontrolerach Indilinx - i bardzo często wciąż da się z nich odzyskać archiwalne zdjęcia i dokumenty. W naszym laboratorium w Gdańsku zajmujemy się właśnie takimi przypadkami.
Indilinx to koreańska firma, która projektowała kontrolery (czyli układy sterujące, "mózgi" dysku SSD decydujące, gdzie zapisać Twoje pliki i jak je później odnaleźć) w czasach, gdy dyski SSD dopiero wchodziły na rynek. W 2011 roku przejęła ją firma OCZ, dlatego te układy kojarzą się dziś głównie z dyskami tej marki.
Ta strona obejmuje dwie generacje. Pierwsza to Barefoot (oznaczenia z rodziny IDX110Mxx) - jeden z pierwszych szeroko używanych kontrolerów SSD w ogóle, z około 2009 roku. Napędzał legendarne pierwsze dyski konsumenckie: OCZ Vertex 1, OCZ Solid 2, Crucial M225 i Corsair Extreme (kilka z tych modeli to w praktyce ta sama konstrukcja pod różnymi markami). Druga generacja to Everest 2 - nowszy, szybszy układ z 2012 roku, montowany w OCZ Vertex 4, już ze złączem SATA III.
To dyski, które dziś mają kilkanaście lat. Zwykle leżały latami w starym laptopie albo w szufladzie i trafiają do nas, gdy właściciel chce odzyskać z nich jedyny egzemplarz starych zdjęć, prac czy dokumentów. Ważny atut przy odzysku: te stare konstrukcje nie szyfrują danych sprzętowo tak jak nowoczesne dyski, więc mamy więcej dróg dotarcia do zawartości.
Dyski OCZ z tamtych lat zapisały się w historii wysoką awaryjnością - marka słynęła z tego, że dysk potrafił paść z dnia na dzień. Najczęstszy scenariusz: komputer się zawiesza albo po prostu po kolejnym włączeniu dysk nie jest już widoczny - nie ma go w systemie ani w BIOS-ie, albo pokazuje się jako pusty czy z zerową pojemnością. Winne jest zwykle wewnętrzne oprogramowanie dysku (program zarządzający dyskiem od środka), które się uszkodziło albo weszło w blokadę, lub starzejąca się elektronika. Po kilkunastu latach dochodzi drugi czynnik: naturalne starzenie się kości pamięci - dysk, który długo leżał bez prądu, może mieć coraz słabiej czytelne dane. Dobra wiadomość: w większości przypadków pliki fizycznie wciąż są na kościach pamięci i da się do nich dotrzeć.
Barefoot (IDX110Mxx) i Everest 2 to konstrukcje z zewnętrznym DRAM, bez sprzętowego szyfrowania danych na NAND. Typowe awarie: uszkodzenie firmware / metadanych FTL (dysk nie identyfikuje się lub raportuje LBA=0), degradacja elektroniki oraz retencja NAND po latach bez zasilania. Odzysk: tryb technologiczny lub chip-off z rekonstrukcją translatora - brak szyfrowania sprawia, że odczyt bezpośrednio z kości jest realną ścieżką.
Klient przynosi znaleziony podczas porządków dysk OCZ Vertex ze starego komputera stacjonarnego. Na dysku powinny być zdjęcia rodzinne z lat 2009-2012 i archiwum dokumentów - jedyny egzemplarz, bo komputer dawno oddano, a płyt z kopiami nikt nie nagrał. Po podłączeniu przez przejściówkę dysk raz pokazuje się jako pusty, raz w ogóle nie jest wykrywany.
Na stanowisku diagnostycznym potwierdzamy, że kontroler reaguje niestabilnie - typowe dla wiekowej elektroniki tej serii - a wewnętrzne oprogramowanie dysku nie potrafi poprawnie wystartować. Kości pamięci odpowiadają, choć po latach bez zasilania część obszarów czyta się słabiej. Brak szyfrowania sprzętowego oznacza, że nawet w najgorszym razie zostaje ścieżka odczytu bezpośrednio z kości.
Stabilizujemy pracę układu i w trybie serwisowym wykonujemy pełną kopię zawartości, czytając słabsze obszary wielokrotnie w wolnych trybach. Z kopii odtwarzamy wewnętrzną mapę danych i strukturę katalogów, a następnie weryfikujemy, czy zdjęcia i dokumenty otwierają się poprawnie.
W tym typowym scenariuszu udaje się odzyskać zdecydowaną większość archiwum - w tym komplet zdjęć rodzinnych. Pojedyncze pliki z najbardziej osłabionych obszarów były uszkodzone, o czym klient dostał jasny spis. Dane wydajemy na nowym nośniku z radą: stare dyski SSD nie lubią leżeć latami bez prądu, więc odzyskane archiwum warto od razu skopiować w dwa miejsca.
Zaczynamy od diagnozy: sprawdzamy, czy kontroler dysku reaguje i czy problemem jest zablokowane oprogramowanie, elektronika czy stan kości pamięci. Gdy układ żyje, łączymy się z dyskiem przez specjalistyczny sprzęt (PC-3000) w trybie serwisowym - omijamy uszkodzone oprogramowanie i odczytujemy zawartość bez zapisywania czegokolwiek na oryginale. Gdy kontroler jest martwy, mamy drugą ścieżkę, która przy tych starych dyskach realnie działa: wylutowujemy kości pamięci i odczytujemy je osobno (tzw. chip-off), a potem odtwarzamy w komputerze wewnętrzną mapę danych - spis mówiący, gdzie leżał każdy plik. To możliwe właśnie dlatego, że te konstrukcje nie szyfrują danych sprzętowo. Uczciwie trzeba dodać: po kilkunastu latach kości pamięci bywają osłabione, więc niektóre obszary czytamy wielokrotnie, wolnymi trybami. Każde zlecenie zaczynamy od analizy nośnika (wliczonej w cenę odzysku) - po niej podajemy cenę i realne szanse. Nie odzyskamy = nie płacisz za odzysk.
Dokładną cenę podajemy po analizie. Typowy czas odzysku: 3–7 dni roboczych.