Twój dysk NVMe nagle pokazuje pojemność 0 GB, znika z komputera albo zawiesza cały system przy próbie otwarcia plików? To typowy obraz awarii dysków na układzie Marvell 88SS1093 - w tym Plextora M9Pe, pierwszej wersji WD Black oraz dysków montowanych fabrycznie w laptopach Lenovo. W wielu takich przypadkach zdjęcia i dokumenty nadal leżą w pamięci dysku, tylko sam dysk nie potrafi ich pokazać.
88SS1093 (nazwa kodowa Eldora) to układ sterujący, czyli tak zwany kontroler - mały scalak, który pełni rolę mózgu dysku SSD. Twoje pliki nie leżą w nim samym; leżą na osobnych kościach pamięci, a kontroler decyduje, gdzie je zapisać i jak je później odnaleźć. Wyprodukowała go firma Marvell.
To pierwsza generacja układów Marvella do dysków NVMe - czyli takich, które wkłada się jak niewielką listwę bezpośrednio na płytę główną, bez żadnych kabli. Powstał około 2015-2016 roku, gdy NVMe dopiero wchodziło na rynek, i był konstrukcją z górnej półki: szybką, ale świeżą i jeszcze nie do końca dopracowaną.
Znajdziesz go przede wszystkim w dyskach Plextor M9Pe oraz w pierwszej wersji WD Black (WD Black G1, jeszcze zanim producent przesiadł się na własne układy). Bardzo często trafiał też do dysków montowanych fabrycznie w komputerach - pod oznaczeniami Lenovo (AM6671, AM6672, seria LENSE20/LENSE30) i Ramaxel (AM6672, RPITJ). To znaczy, że wielu klientów w ogóle nie wie, że ma taki dysk: kupili po prostu laptopa i dopiero po awarii okazuje się, co jest w środku.
Część z tych dysków, zwłaszcza modele firmowe i laptopowe, ma włączone szyfrowanie sprzętowe - kontroler szyfruje dane w locie, kluczem zapisanym wewnątrz samego układu. To ważne przy odzysku i piszemy o tym niżej wprost.
Awaria tych dysków ma dwie twarze i obie są charakterystyczne dla tej pierwszej generacji NVMe. Pierwsza: dysk jest w komputerze widoczny, ale pokazuje pojemność 0 GB, prosi o sformatowanie albo w ogóle nie daje się otworzyć. Wygląda to tak, jakby był pusty. Druga, jeszcze bardziej typowa: dysk startuje pozornie normalnie, ale przy próbie skopiowania plików zacina się i zawiesza cały komputer. Kopiowanie staje w miejscu, system przestaje reagować, pomaga dopiero twardy restart - po którym historia powtarza się w tym samym momencie. Przyczyna zwykle jest ta sama: dysk zgubił spójność swojej wewnętrznej mapy danych, czyli spisu, który mówi, gdzie fizycznie leży każdy plik. Bez tej mapy kontroler albo nie potrafi zgłosić swojej pojemności (stąd 0 GB), albo trafia na uszkodzony fragment i zawiesza się przy próbie odczytu. Wyzwalaczem bywa zanik prądu, przegrzanie dysku pod obciążeniem albo zwykłe zużycie po latach pracy. Kluczowa dobra wiadomość: to awaria oprogramowania i mapy, a nie zniszczenie samych plików - dane fizycznie zostają na kościach pamięci.
88SS1093 to 8-kanałowy kontroler PCIe 3.0 x4 / NVMe 1.2 z DRAM, produkowany od ok. 2015 r. Typowe uszkodzenie to niespójna tablica translacji (FTL) po zaniku zasilania lub throttlingu termicznym: dysk zgłasza hostowi 0 GB albo blokuje kolejkę NVMe przy trafieniu w uszkodzony obszar (zawieszenie systemu). Odzysk prowadzi się w trybie technologicznym PC-3000 SSD na żywym kontrolerze. Znaczna część wariantów (WD Black G1, OEM Lenovo/Ramaxel) ma aktywne szyfrowanie sprzętowe z kluczem w układzie, co eliminuje ścieżkę chip-off.
Do laboratorium trafia dysk Plextor M9Pe wyjęty z komputera do pracy graficznej. Klient opowiada, że najpierw komputer zaczął się zawieszać przy kopiowaniu większych plików, a po kilku takich zawieszkach i twardych restartach dysk zniknął - w ustawieniach systemu pokazuje się jako urządzenie o pojemności 0 GB i Windows proponuje formatowanie. Na dysku są projekty klientów z ostatnich miesięcy i skany dokumentów, kopii zapasowej nie ma. Zdążył już podłączyć dysk w drugim komputerze i przez przejściówkę USB, bez skutku.
Podczas analizy w trybie tylko-do-odczytu potwierdzamy, że kontroler odpowiada, a kości pamięci są fizycznie sprawne. Uszkodzona jest wewnętrzna mapa danych - dysk nie potrafi jej poprawnie wczytać, więc zgłasza się jako 0 GB. Sprawdzamy też, czy w tym egzemplarzu włączone jest szyfrowanie sprzętowe, bo od tego zależy dostępna ścieżka odzysku. Klienta uprzedzamy, że każde kolejne podłączanie dysku na własną rękę działa na niekorzyść danych.
Wprowadzamy dysk w tryb serwisowy na stacji PC-3000 SSD i przywracamy komunikację z kontrolerem, nie zapisując niczego na oryginalnym nośniku. Odtwarzamy mapę danych w pamięci stacji roboczej i robimy bezpieczną kopię zawartości - partiami, krótkimi sesjami, z chłodzeniem układu, bo dysk pod obciążeniem zaczynał się zacinać. W pierwszej kolejności zabezpieczamy katalog z bieżącymi projektami, potem resztę. Na koniec sprawdzamy, czy pliki graficzne i skany rzeczywiście się otwierają.
Udało się odczytać zawartość dysku i przekazać klientowi projekty oraz skany dokumentów na nowym, sprawnym nośniku, z zachowaną strukturą katalogów. Część plików zapisywanych dokładnie w chwili awarii nie otwierała się poprawnie - klient dostał ich spis wprost, bez owijania w bawełnę. Przy odbiorze doradziliśmy prostą kopię zapasową na drugim nośniku, żeby przy kolejnej awarii nie było już nerwów.
Dyski na 88SS1093 odzyskujemy w naszym laboratorium na stacji PC-3000 SSD - to profesjonalny sprzęt, który potrafi porozumieć się z kontrolerem dysku głębiej niż zwykły komputer. Zaczynamy od analizy nośnika, zawsze w trybie tylko-do-odczytu, czyli bez zapisywania czegokolwiek na Twoim dysku. Sprawdzamy, czy mózg dysku w ogóle odpowiada i czy kości pamięci są sprawne. Jeśli kontroler żyje, wprowadzamy dysk w tryb serwisowy - specjalny stan diagnostyczny, w którym układ nie próbuje samodzielnie wczytać uszkodzonej mapy danych i pozwala nam sięgnąć do zawartości. Następnie odtwarzamy tę mapę w pamięci naszej stacji roboczej i robimy bezpieczną kopię całości, z której dopiero wyciągamy pliki. Przy zawieszaniu się dysku pracujemy krótkimi sesjami i kopiujemy dane partiami, omijając problematyczne obszary - najpierw zabezpieczamy to, co dla Ciebie najważniejsze, potem resztę. Pomocne bywa też kontrolowane chłodzenie układu, bo te dyski potrafią kaprysić przy wyższej temperaturze. Teraz rzecz, o której mówimy wprost, bo dotyczy większości tych dysków: sporo modeli na tym kontrolerze (zwłaszcza WD Black G1 i dyski firmowe Lenovo oraz Ramaxel) szyfruje dane sprzętowo, a klucz jest zamknięty wewnątrz samego układu. To znaczy, że nie ma tu drogi na skróty - odzysk musi iść przez ożywiony kontroler. Gdyby wylutować kości pamięci i odczytać je osobno (procedura zwana chip-off), dostalibyśmy wyłącznie zaszyfrowany, nieczytelny zlepek, a nie Twoje pliki. Dlatego nie obiecujemy chip-off jako uniwersalnego ratunku dla tej rodziny dysków. Czy szyfrowanie jest w Twoim egzemplarzu aktywne, sprawdzamy podczas analizy i mówimy o tym otwarcie, zanim cokolwiek zdecydujesz. Po analizie podajemy realne szanse, cenę i termin. Analizę wliczamy w cenę odzysku, a jeśli danych nie odzyskamy - nie płacisz za odzysk.
Dokładną cenę podajemy po analizie. Typowy czas odzysku: 3–7 dni roboczych.